Czas letnich festiwali trwa w pełni w Polsce. Miesiąc temu zakończył się Open'er Festival – kolejny, który był na bieżąco relacjonowany w serwisie Wikinews. Kilkudziesięciu artystów z całego świata, festiwalowicze głosujący w wyborach prezydenckich, hołd oddany Chopinowi i promowanie alternatywnych źródeł energii - te wydarzenia relacjonowane są w podsumowaniu festiwalu.
Teren festiwalu liczył 80 hektarów, znajdowało się na nim 7 scen pod którymi skupiło się 85 tys. uczestników, w tym 20 tys. korzystało z dużego pola namiotowego. Cztery dni festiwalu skutkowały niemałym zainteresowaniem mediów – oprócz Wikinews, festiwal opisywały największe ośrodki masowego przekazu, zarówno w Polsce, jak i za granicą. Ukazało się ponad 4 tys. informacji prasowych, akredytowano ponad 500
dziennikarzy – w tym tych z Wielkiej Brytanii, Litwy,
Argentyny,
Meksyku i 26 innych krajów. Mimo starań, akredytacji nie otrzymał reporter Wikinews. Patronat medialny objęły TVP 2, radiowa Trójka, Gazeta Wyborcza oraz sieć Cinema City.
Ostatni dzień
Czwarty dzień festiwalu upłynął pod znakiem trip-hopowego
Archive oraz
rockowych The Hives i
The Dead Weather oraz
folk-
popowego Kings of Convenience. Na scenie wystąpił łączący
hip-hop z różnymi stylistykami
Nas, a wraz z nim
Damianem Marleyem. Na dokładkę dwugodzinny występ
Fatboy Slima i atmosfera ogromnej dyskoteki pod gołym niebem.
Rozpoczęło się – jak zawsze – na Young Talents Stage, na którym zaprezentowały się grupy: warszawska
Gra Pozorów, alternatywna
Ms. No One,
The Lollipops z
Olsztyna i
Kyst z
Sopotu. Do tego
dj-skie kolektywy rozgrzewały
Burn Beat Stage przez cały wieczór i ostatnią open'erową noc. Zagrali
Niewinni Czarodzieje oraz
Soul Service.
Namiot różnorodności
Występy na Tent Stage zapoczątkowała popołudniu łódzka grupa
L.Stadt grająca
alternatywnego rocka i
indie. Rodzimy zespół zaprezentował materiał z nadchodzącej, drugiej płyty formacji.
Następnie przyszedł czas na
indie-
folkpopowy powiew skandynawskiej, wyciszającej
alternatywy – publiczności pod namiotem zaprezentował się
norweski zespół
Kings of Convenience. Jak pisze organizator, zespół wyrobił sobie pozycję w światowej muzyce „nie ostrymi
riffami, ani też nie masywnym brzmieniem, a melodyjnymi,
akustycznymi kompozycjami, z których bije niespotykane wręcz ciepło. (...) Subtelne dźwięki i krążące wokół relacji międzyludzkich teksty
Erlenda Øye and
Eirika Bøe bez problemu utorowały sobie drogę do serc słuchaczy i dzięki wysublimowanej formie także do krytyków muzycznych”. Stylistyka spokojnego i wyciszającego grania stała się znakiem rozpoznawczym nowej odsłony muzyki folkowej, a najlepiej o charakterze brzmień proponowanych przez Norwegów świadczy tytuł ich
debiutanckiego albumu –
„Quiet Is the New Loud” (
ang. cisza jest nowym hałasem).
Po dawce owej „ciszy” przyszedł czas na powrót głośnego grania spod znaku alternatywnego rocka – na scenę wkroczył brytyjski band
Wild Beasts. Pochodząca z
Kendal (
Kumbria, północna
Anglia) grupa – na czele z wokalistą o charakterystycznym
wysokim głosie – zaprezentowała materiał ze swych dwóch płyt:
„Limbo, Panto” (
2008) i
„Two Dancers” (
2009). Brytyjczycy łączą w swojej twórczości rock alternatywny z
art rockiem,
post-punk revival oraz
dream popem. Do tego „nastrojowe gitarowe kompozycje, ujmujące melodie oraz czasem zaskakujący falset Haydena Thorpe” – przepis na udany koncert pod open'erowym namiotem gotowy; publiczność była zachwycona.
Następnie na scenie wystąpiła uwielbiana przez polską publiczność formacja
Archive. Zespół, założony przez Dariusa Keelera i Danny'ego Grifithsa, łączy
progresywnego rocka i
trip-hop. Jak zaznacza organizator, „pierwszy album pt.
„Londinium” (
1996) to wypadkowa fascynacji obu muzyków, a także znak czasów, w których powstała – to ta sama miejska atmosfera, którą znamy z nagrań
Massive Attack i
Tricky'ego”. Wszystkie te trzy formacje muzyczne pojawiły się w tym roku w
Gdyni – jak widać, organizatorzy zapewnili festiwalowiczom porządną dawkę klasyki spod znaku trip-hopu i łagodnych, eklektycznych brzmień z pogranicza elektroniki i progresywnego rocka.
O różnorodności zespołów, które wystąpiły ostatniego dnia na Tent Stage świadczy również polska grupa
Mitch & Mitch with their Inridible Combo. W skład pięcioosobowej grupy wchodzi Mitch, Mitch, James Boned Mitch, Mr. Bitch i Serious Mitch. Zaprezentowali open'erowej publice bezpretensjonalne podejście do grania m.in.
country, umiejętnie poruszając się w różnorodnej stylistyce – włączając w to nawet odrobinę kiczu. Jak pisze portal
independent.pl, zespół gra „z gracją, wariactwem i muzyczną swobodą”. Przy tym „potrafią poruszać się między gatunkami niczym pijany ninja umiejący zagrać naraz
calypso z
psychobilly, dansingowy
jazz,
żydowskie country”. Zespół energicznym i nietypowym występem zamknął tegoroczną odsłonę sceny namiotowej.
Pan Marley na World Stage
Na World Stage zaprezentowały się trzy formacje. Pierwszą z nich była polska grupa
Pink Freud, której brzmienia oscylują wokół stylistyki jazzowej i nurtu w muzyce nazywanego
yassem.
Gdańscy muzycy łączą te stylistyki z muzyką eksperymentalną i
elektroniczną. Publiczności zaprezentowali m.in. materiał z najnowszego albumu –
„Monster of Jazz”.
Fani alternatywnej, porządnej dawki hip-hopu z niecierpliwością oczekiwali występu kolejnych wykonawców. Mowa o dwóch, współpracujących ze sobą od niedawna, muzykach –
Nas i Damian Marley nie zawiedli publiczności. Amerykański
raper Nas, a właściwie Nasir bin Olu Dara Jones, rozgrzewał publiczność wspólnie z synem
Boba Marleya – Damianem. Rozbrzmiewał przede wszystkim eklektyczny hip-hop i
reggae (tzw.
reggae fusion) – w tym kawałki pochodzące z najnowszej płyty obu artystów pt.
„Distant Relatives” (ang.
dalecy krewni).
Na zakończenie
Marika – polska odpowiedź na
amerykańsko-
jamajskie brzmienia reggae. Wokalistka, łącząc reggae,
dancehall,
soul i
funk, zaprezentowała na koniec materiał ze swojego najnowszego krążka
„Put Your Shoes On / Off”.
Mocne, rockowe uderzenie i dyskoteka pod gołym niebem
Występy na Main Stage ostatniego dnia festiwalu upłynęły zdecydowanie pod znakiem mocnych rockowych brzmień. Na scenie zaprezentowały się trzy grupy reprezentujące mocne uderzenie – w różnych odsłonach, rzecz jasna. Na początek zagrała polska, pochodząca z Poznania formacja
Muchy, która w ciągu kilku ostatnich lat zyskała sobie grono zagorzałych, wiernych fanów. Grupa ta znana jest m.in. z nowej, odświeżonej wersji przeboju
Haliny Frąckowiak pt.
„Papierowy księżyc” – został on nagrany wraz z piosenkarką w
2008 r. Poznański zespół znany jest z łatwo wpadających w ucho utworów i melodyjnego rocka. Open'erowej publiczności zagrali m.in. kawałki z najnowszego albumu pod przewrotnym tytułem
„Notoryczni debiutanci”.
Po polskim wstępie przyszedł czas na rockowe danie główne, które składało się z dwóch części. Pierwszą z nich stanowiła
szwedzka grupa
The Hives, która mocnymi brzmieniami
punk rocka i
garage rocka zelektryzowała swych fanów. Potwierdziło się to, co pisał organizator przed startem festiwalu: „wokalista
Pelle Almqvist to prawdziwy wulkan energii – podczas występów bez chwili wytchnienia przemierza scenę, znakomicie komunikując się z publicznością i zagrzewając ją do zabawy”. Twórczość szwedzkiej grupy wpisuje się w
nurt post-punkowy. Dzięki energii bijącej ze sceny, wielu przebojom (
„Hate To Say I Told You So”,
„Walk Idiot Walk”...) oraz swojemu charakterowi (przejawiającemu się m.in. w sposobie bycia i ubierania się), zespół osiągnął ogromny sukces w Stanach Zjednoczonych i jest uwielbiany przez swych fanów – również poza granicami USA. Dość przyznać, że za sukces debiutującej w
1997 r. formacji odpowiada ten sam człowiek, który wykreował
Oasis i
Primal Scream –
Alan McGee.
Co w drugiej części „przedstawienia” z gwiazdami alternatywnego rocka w roli głównej?
Jack White wraz z
supergrupą The Dead Weather. Ten amerykański wokalista i gitarzysta powrócił na Open'era ze swoim kolejnym projektem, w którego zaangażowali się członkowie takich zespołów jak
The White Stripes,
The Raconteurs,
Queens of the Stone Age i
The Kills. Jak przed rozpoczęciem festiwalu zaznaczał Mikołaj Ziółkowski, szef Ater Art, ''„Jack White jest dla Open'era z wielu powodów artystą szczególnym. Ten jeden z najważniejszych, najbardziej kreatywnych i wpływowych współczesnych muzyków pojawia się u nas z każdym swoim kolejnym ważnym muzycznie projektem w ważnych dla tego festiwalu momentach. Tak było z The White Stripes, The Raconteurs, i tak będzie z kolejnym headlinerem Open'era – The Dead Weather”.
Grupę tę uważa się za najbardziej mroczny z projektów White'a. Organizator opisuje ją jako „kolejny znakomity rockowy zespół, grający solidną muzykę, pełną gitarowej energii, odwołującej się do klasyki gatunku”. Istniejąca od 2009 r. superformacja ma już na koncie dwa albumy (
„Horehound” i
„Sea of Cowards”), z których kawałki rozgrzewały publiczność do czerwoności (chciałoby się powiedzieć „czarności”...) – wśród niej nie zabrakło miłośników mrocznych i ostrych brzmień spod znaku alternatywnego rocka.
„Jedna z największych gwiazd muzyki tanecznej, kreator brytyjskiej sceny elektronicznej, autor takich hitów, jak
„The Rockafeller Skank”,
„Praise You”,
„Right Here, Right Now”, (...) niezmordowany didżej i producent Norman Cook, znany jako
Fatboy Slim, po raz drugi w swojej karierze pojawi się na Open'erze, aby wciągnąć publiczność w szaloną zabawę”. Dla fanów brytyjskiej elektroniki (i nie tylko) wszystko stało się jasne po takiej zapowiedzi od organizatora. Lepszego zakończenia festiwalu nie mogli sobie zażyczyć. Lepszej zabawy pod gołym niebem nie mogli sobie wymarzyć...
Norman, człowiek-instytucja aktywny od 25 lat na brytyjskiej scenie muzycznej, porwał publikę do ponad dwugodzinnego szaleństwa pod sceną tanecznym rytmem swoich przebojów. Zabrzmiały kawałki m.in. z jednego z najważniejszych albumów w historii muzyki tanecznej –
„You’ve Come a Long Way, Baby” (
1998). Wręcz niesamowita była reakcja publiczności na pierwsze takty
„Right Here, Right Now”, który – obok szalonego
„The Rockafeller Skank” – jest znakiem rozpoznawczym Cooka.
Drugi w historii festiwalu set dj-ski Fatboy Slima zakończył występy głównych wykonawców dziewiątej edycji Open'era.
Podsumowanie
Ponad miesiąc temu zakończył się jeden z największych i najważniejszych w naszym kraju
festiwali muzycznych. Na
7 scenach zaprezentowało
ponad 75 wykonawców i zespołów. Na 80 hektarach terenu festiwalowego, oprócz scen i namiotów z przeróżnymi „aktywnościami”, zorganizowano 4 strefy gastronomiczne i ogromne pole namiotowe (20 tys. osób). W tym roku
na Open'era przybyło ponad 85 000 festiwalowiczów.
Na brak interesujących zajęć nikt nie mógł narzekać. Oprócz muzyki z całego świata (i na światowym poziomie) działały specjalne namioty z pozamuzycznymi „aktywnościami”, wśród których nowością były m.in.
Kids Zone oraz
Signing Tent, czyli specjalny namiot, w którym – w czasie spotkań z wykonawcami tegorocznej edycji festiwalu – można było zdobyć autografy swoich ulubionych artystów. Nową inicjatywą organizatorów było zorganizowanie
działań proekologicznych na terenie festiwalu – festiwalowicze m.in. zbierali plastikowe kubki i korzystali z ekopunktu ładowania telefonów komórkowych, który wykorzystywał
energię odnawialną z
baterii słonecznych oraz z małej
turbiny wiatrowej (więcej o tej inicjatywie już wkrótce).
Nie zabrakło sprawdzonych pomysłów na zajęcie festiwalowiczów ciekawymi formami spędzania czasu. Ponownie działał namiot
Fashion'er, w którym fani mody i nowych trendów mogli kontemplować (i kupować) twórczość zaproszonych na festiwal projektantów. Jak zawsze, znalazło się miejsce także dla organizacji pozarządowych w
Strefie NGO. W tym roku uczestnicy festiwalu mogli zapoznać się z działalnością takich organizacji jak:
Amnesty International,
Fundacja „Mam Marzenie”,
Fundacja Przeciwko Handlowi Ludźmi i Niewolnictwu „La Strada”,
Polska Akcja Humanitarna,
Salezjański Wolontariat Misyjny „Młodzi Światu”, czy
Viva! Akcja dla zwierząt. Organizator zaznaczył, że strefa ta „jak zwykle udowodniła, że nie tylko muzyka jest ważna dla bywalców (...) festiwalu i tak samo jak poszczególnymi koncertami, są oni zainteresowani rozwojem postawy obywatelskiej”.
Do tego działało
Kino Letnie – na świeżym powietrzu można było zobaczyć takie filmy jak:
„Wszystko, co kocham”,
„Beats of Freedom”, czy
„Historia Rock'n'Rolla”. Ponownie funkcjonował namiot
Alter Space, w ramach którego odbywały się koncerty (m.in. Kciuk & The Fingers, Niwea, Oranżada, kIRk i wielu innych), pokazy teatrów (Teatr A3 „Zmysły”, Teatr Formy „Babel”) i fire-show oraz pokazy filmów (m.in.
animacje słynnego
SE-MA-FOR-a i
muzyczny dokument „Part of the Weekend Never Dies”, który opisuje światową trasę koncertową formacji
Soulwax – dj-ski trzon tego zespołu wystąpił na tegorocznym Open'erze).
Kolejka? Chcę stać jak najdłużej!
Jakby muzyki i mnóstwa pobocznych „aktywności” było mało, ostatni dzień festiwalu zbiegł się z głosowaniem w
II turze wyborów prezydenckich.
Głosuj podczas Open'era! Prawo do głosowania to Twoje prawo. Skorzystaj z niego! – zachęcali organizatorzy festiwalu, którzy zorganizowali materiały informacyjne, w których można było znaleźć zarówno najbliższe obwodowe komisje wyborcze jak i te, które znajdowały się w centrum miasta.
Zainteresowanie wyborami wśród młodych było ogromne. Do najbliższej festiwalowi komisji wyborczej – w Przedszkolu nr 30, przy ul. Zielonej 53 – ustawiały się niemałe kolejki. Festiwalowicze, którzy stanowili ogromną większość głosujących nie tracili jednak humorów i zdecydowania.
– Nie lubię bierności. Ludzie uwielbiają narzekać. Narzekają na to, że wakacje, że za gorąco, że są na plaży... Nie mają najmniejszego prawa, by narzekać. – stwierdza Agata, jedna z podążających do urny.
– Chcę mieć prawo do narzekania, więc idę na wybory. – wyjaśnia młoda dziewczyna.
– To jest obowiązek. – zauważa Dorota, koleżanka Agaty.
– Niezależnie od tego, czy jestem na Open'erze, czy w Grecji, czy jestem w domu, czy sobie wyjadę, czy jestem chora, czy zdrowa. Jeżeli jestem w stanie pójść i wziąć ten papier, którego załatwienie zajęło mi dwie minuty i pójść zagłosować... uważam to za mój obowiązek; to dla mnie normalne. – kończy Dorota, a Agata zaskakująco uzupełnia:
– To jest jedyna kolejka, w której chcę stać jak najdłużej – mam nadzieję, że będzie jak najwięcej ludzi.
Według danych podanych przez organizatora, tylko w lokalu najbliższym festiwalowi do urn poszło ok. 2 400 festiwalowiczów, a w samej Gdyni głosowało ponad 16 000 uczestników festiwalu. Dane te z pewnością potwierdzają skuteczność akcji promujących głosowanie poza miejscem swojego zamieszkania, które przed wyborami skierowane były głównie do młodych ludzi.
Podobnie jak na kilku innych tego typu festiwalach (Off Festival, Woodstock), na tym także promowana była kultura niezależna, wolontariat, postawy proekologiczne czy postawy prowyborcze. Za rok odbyć ma się jubileuszowa, 10 edycja festiwalu.
Źródła
Autorzy, Źródło:
Wikinews na licencji
CC-BY 2.5